Zamknij

Pod kościołem padły strzały. Co stało się w Gąbinie 15 czerwca 1941 roku?

12:27, 27.11.2020 | J.Z
Skomentuj fot. FP Gąbin-historia bardziej i mnie znana
REKLAMA

15 czerwca 1941 roku bardzo mocno wpisał się w karty lokalnej historii. Właśnie tego dnia niemcy w bestialski sposób rozstrzelali mieszkańców Gąbina i okolic. Wydarzenia te rozegrały się pod parkanem kościoła parafialnego w Gąbinie. Wydarzenia te upamiętnia pomnik w parku miejskim przy ulicy Browarnej oraz pomnik na Trakcie Grabskim, gdzie zakopano ciała. 

W bardzo wymowny sposób wydarzenia te opisywał w archiwalnym numerze Echa Gąbina Jan Borysiak - miłośnik historii, mieszkaniec Gąbina 

- 10 czerwca doszły do Gąbina wieści, że na drodze do Ciechomic, niedaleko wsi Grabina znaleziono żandarma zamordowanego nożem lub bagnetem. Napełniło to lękiem mieszkańców Gąbina, gdyż spodziewali się ostrych represji. Niedługo na nie trzeba było czekać, bo nazajutrz 11 czerwca. miejscowa policja wspomagana przez członków SS i NSDAP rozpoczęła aresztowania Polaków z Gąbina. Żandarmeria natomiast z przedstawicielami hitlerowskich organizacji w podległych jej okolicznych wioskach dokonywała aresztowań. Wszystkich tych Polaków osadzono w kościele. Smutek ogarnął polskie społeczeństwo, a szczególnie ból i niepokój przeżywały rodziny uwięzionych. Z kościoła dochodziły rzadkie, ale przygnębiające wiadomości. Aresztowani musieli stać przez kilka godzin z podniesionymi do góry, założonymi do tyłu, albo za kolana rękami. Na ambonie i w jednym z dużych konfesjonałów, co stał pod chórem, zamontowano lekkie karabiny maszynowe. W innych konfesjonałach siedzieli policjanci z karabinami gotowymi do strzału. Prócz tego aresztowani byli otoczeni drutem kolczastym, przybitym do stojących na sztorc ławek. Gdy się który energiczniej poruszył lub odezwał do sąsiada, hitlerowcy rzucali z chóru lub z ambony krzesełkami. Wskutek tego kilku raniono. Niektórym z uwięzionych trudno było stać przez wiele godzin i mdleli. Oblewano ich zimną wodą i bito po twarzy. W nocy musieli pokotem leżeć na gołej posadzce. Nie mogąc wyjść. załatwiali się często pod siebie. Mimo to wielu rodaków zachowywało się bardzo dzielnie, co zaskoczyło nawet pilnujących hitlerowców. Szczególnie nieugiętą postawę zachował Marian Rojewski. Krzepił załamujących się towarzyszy niedoli, intonował pieśni religijne min. "Serdeczna Matko". Dzielnie też trzymał się drugi gąbiniak - szewc Jan Balcerowski. który kilka razy śpiewał "Pod Twoją Obronę" (rel. Jana Fortuny, Mariana Rojewskiego i Stanisława Jasińskiego). Czterech więźniów próbowało ucieczki, gdy prowadzono ich na przesłuchanie na posterunek. Byli to: Jan Kurpias z Juliszewa, Władysław Kowalik z Guzewa, Kazimierz Wańtuchowicz z Kamienia, Franciszek Jędrzejczak z Zycka Polskiego. O czekającej ich egzekucji dowiedzieli się od znajomego członka Hilfspolizei Repscha i prawdopodobnie od Żydów, którzy przynosili aresztowanym do kościoła kartofle i wodę. Tym ich tylko karmili hitlerowcy. Jan Kurpias i Kazimierz Wańtuchowicz uciekali przez łąki w kierunku Traktu Kamińskiego. Wańtuchowicz znając dobrze okolice, zdołał zbiec. Kurpias był wyczerpany i nie orientował się w polnym otoczeniu Gąbina. Ukrył się w pobliskim zbożu między Traktem Kamińskim a Traktem Lipińskim. Niestety, ktoś wskazał ścigającym zbiega hitlerowcom to miejsce. Ujęli go, a członek NSDAP Haintz Pether wystrzelił mu w nogę z pistoletu 6 lub 8 kul. Wskutek dużego upływu krwi Kurpias wkrótce skonał. Policjanci polecili Żydom zanieść go pod kościół. Franciszek Jędrzejczak pobiegł na pobliskie łąki, leżące między ulicą Browarną a Gostynińską. Dotarł na posesję Wacława i Walentyny Jankowskich, którą po wysiedleniu prawowitych gospodarzy otrzymał Wołyniak Emil Schmytke. On to zabiegł drogę uciekającemu, raniąc go widłami zanim nadbiegli ścigający go policjanci oraz inni Niemcy. Jeden z policjantów lub żandarmów uderzył go kijem w głowę. Pozostali zaczęli go bić i kopać. Wkrótce nieprzytomnego, a może już w agonii wlekli w kierunku kościoła. Gdy dowlekli go do ul. Browarnej, wracający ze szkoły chłopcy w uniformach Hitler Jugentd zaczęli kopać nieszczęśnika i pluć na niego. On też wkrótce skonał. Władysław Kowalik również próbował ucieczki przed samą egzekucją. Ujęli go jednak przy furtce wychodzącej na ulicę Kościelną (koło dzisiejszego pomnika) i zastrzelili. Podobno zabił go Albert Voth. Zamknięci w kościele wiedzieli, że czeka ich śmierć, o tym świadczą grypsy, które pisał do najbliższych Józef Stachowski. W sobotę 14 czerwca już od rana Żydzi zatrudnieni na przymusowych robotach miejskich ustawiali pod murem cmentarza kościelnego ścianę z worków wypełnionych piaskiem (w miejscu gdzie dziś stoi pomnik). Na miasto padła trwoga, a serca polskie ścisnął niewypowiedziany ból. Rodziny uwięzionych ogarnęła rozpacz. Pogodna sobota upłynęła dla rodaków w Gąbinie w grozie zbliżającej się śmierci ich współbraci. Nazajutrz, w słoneczną, ciepłą niedzielę 15 czerwca już kilka minut przed 8.00 hitlerowcy rekrutujący się spośród miejscowych Volksdeutschów w mundurach SS, NSDAP, a nawet strażackich, wypędzali z domów wszystkich Polaków, nie szczędząc kobiet, starców a nawet lżej chorych. Całą polską ludność prócz małych dzieci spędzono na plac po spalonych w 39 roku domach, gdzie dziś znajduje się skwer. Uzbrojeni policjanci, żandarmi SS i SNDAP otoczyli na placu Polaków. Niektórzy z mieszkańców Gąbina twierdzili, że widzieli wymierzone w nich lufy dwóch karabinów maszynowych. O godzinie 9.00 po pięciu powiązanych sznurem za ręce, aby któryś nie uciekł, wyprowadzili bocznymi drzwiami z kościoła. W tłumie Polaków słychać było płacz i przejmujące łkanie. W tym czasie z "Remizy" dobiegały skoczne melodie. Podobno Niemcy do grania ich przymusili orkiestrę. Wtem na podstawiony stolik wszedł jakiś wyższy rangą członek SS, który po niemiecku, a potem po polsku odczytał wyrok śmierci na 10 Polaków w Gąbinie i 10 w Gostyninie za zamordowanie Niemca. Wyprowadzono z kościoła resztę uwięzionych i ustawiono nieopodal w dwa rzędy. Wkrótce potem mundurowi pchnęli dziewięciu skazańców ku ścianie śmierci. Padła komenda Feuer. Gruchnęła salwa. Jeden ze skazańców, jeszcze przed komendą do strzału próbował wznieść jakiś okrzyk. Zdążył coś niewyraźnie krzyknąć, ale wkrótce przeszyła mu głowę kula. Po salwie zaległa cisza przerywana pojedynczymi strzałami z pistoletu. To dowódca kolumny egzekucyjnej dobijał tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Pod ścianą śmierci leżało z roztrzaskanymi głowami 9 Polaków.

Byli to: Franciszek Płażewski - szewc z Gąbina, Jan Potomski - robotnik z Gąbina, Władysław Poliński - piekarz z Gąbina, Wacław Strzelecki - szewc z Gąbina, Józef Stachowski - sklepikarz z Topólna, Stanisław Korpowski - kupiec z Gąbina, Władysław Kowalik - rolnik z Guzewa, Władysław Maciejewski - lekarz z Sannik, Jan Skonieczny - rolnik z Sannik.(...)

Według relacji, martwe ciała wieczorem Niemcy kazali przenieść do jednego z garaży remizy. W nocy platforma otoczona przez policję i SS wywiozła zwłoki na leśną drogę prowadzącą do Grabia, gdzie znajduje się odnowiony w ostatnim czasie pomnik. Do listy osób zakopanych w lesie trzeba dodać Jana Kurpiasa - rolnika z Gór oraz Franciszka Jędrzejczaka - mieszkańca Zycka Polskiego. Obaj zginęli podczas próby ucieczki. Potwierdza to protokół z ekshumacji przeprowadzonej w miejscu gdzie znajduje się teraz odnowiony pomnik. Wszystkie ciała z godnością pochowano na cmentarzu parafialnym w Gąbinie. 

[ZT]50983[/ZT]

Artykuł ten opublikowano w ramach projektu pn. "Pamięć o Was nigdy nie zginie. Odnowienie miejsca pochówku rozstrzelanych mieszkańców Gąbina i okolic" realizowanego przez Stowarzyszenie Razem-dla Miasta i Gminy Gąbin, sfinansowanego ze środków Fundacji ORLEN w ramach programu „Czuwamy!Pamiętamy!”. 

  • wyprowadzenie aresztowanych na egzekucję

  • doprowadzenie do miejsca egzekucji???????
  • pomnik upamiętniający miejsce egzekucji
  • grób gdzie złożono ekshumowane ciała
  • miejsce na Trakcie Grabskim gdzie Niemcy zakopali ciała

artykuł sporządzono na podstawie relacji Jana Borysiaka umieszczonej na profilu facebook Gąbin - historia bardziej i mnie znana. Z profilu zaczerpnięto zdjęcia. Kilka z nich jest autorstwa Zbigniewa Balcerzaka. 

(J.Z)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (2)

Ira.Ira.

2 1

Tak to był czas wojny ,byli oktutni,bezkompromisowi,i to co robili przechodzi ludzkie granice , a teraz wielcy " przyjaciele " .żenada- Niemcy zawsze będą niemcami , nie ważne czy za czasów Hitlera czy Angeli.Powinni za to odpowiedzieć i zadośćuczynić pokrzywdzonym. 09:35, 28.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Tomzo Tomzo

0 0

Chwała bohaterom i zwykłym ludziom, którzy stracili życie zamordowani przez niemców. 00:49, 29.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz